Religia
Sprawa prywatna, wyciągana na siłę na zewnątrz. Znaczenia i wartości dopisane do wybranych zdarzeń, znaków, tekstów. Sprawa za którą ginęły miliony. Miliony wiernych przeświadczonych, że w imię bezgranicznej miłości do Tego boga, tej religii, trafią do swego raju. Nikt nie dał dowodów jego istnienia, lecz większość mami, a czasem żąda byśmy tego pragnęli, byśmy do tego dążyli, idąc na wojnę w obronę religii. Mówi się że wierzymy w tego samego Boga, lecz wojna wciąż trwa, znieważanie i hańbienie zasad i wartości a także mówienie o Nim z pogardą. Dla mnie jest to sytuacja taka, idzie grupka osób, a przed nimi nieznajoma osoba, lecz z jakiegoś powodu przeszkadza tym idącym za nią, więc jest opluwana, co jakiś czas słuchając obelg pod swoim adresem. Nie zważając na to jak jest traktowana/ny , idzie wciąż przed siebie, zdążając do restauracji na końcu drogi. Wchodzi do środka, a grupa rozsiada się na zewnątrz. Zajmując wszystkie wolne miejsca, lecz gdy pieszy wychodzi przed budynek, rozpoznają w nim swojego przyjaciela, zapraszają do siebie, zwalniają mu miejsca, starając się ugościć Go jak najlepiej. Zapominają jednak że w drodze do tego baru, szedł przed nimi, gdy Oni traktowali Go jak niewolnika, jak przedmiot. Religia, jak opium dla ludu, tworzyła i obalała kolejne ustroje. Ludzie zdatni na słowa, czyny Tych którzy nazwali siebie wybrańcami, posłańcami słowa od Boga. Ja jedynie o sobie mogę powiedzieć tak:
Urodziłem się w rodzinie, która jest związana z kościołem rzymskokatolickim. Ja jednak ze względu, na to kim jestem, co prezentuję i jaki mam pogląd na świat nie mogę się jednak z Tym kościołem utorżsamiać.
Nie jest to jednak deklaracja braku wiary, czy też chęci przejścia do innej religii. Gdyż dla mnie religia jest chęcią odnalezienia stwórcy, by zrozumieć Jego wolę, w sposób ludzki, ograniczony naszymi doświadczeniami, emocjami, historią. Wiele religii, a jeden stwórca. Nie wierzę ludzkości, gdyż nad zbyt jest narcystyczna co do własnej egzystencji. Zbyt mocno ukochała słowa wypowiedziane przez jednego człowieka, nie znając lub specjalnie zniekształcając przesłanie wypowiedzi. By odnaleźć sens w bezmiarze bezsensowności powtarzają z pokolenia na pokolenie o tym, iż Ziemia jest NAM DANA OD BOGA, BY UCZYNIĆ JĄ PODDANĄ, I ZMIENIĆ NA NASZ UŻYTEK. Co dało kapłanom, przywódcom pretekst, do wojen, mordów, gwałtów, polowań na zwierzęta dla własnej zabawy i rekreacji. Nie wierzę w religie i kościoły “homo sapiens”, gdyż zbyt mocno ukochali swoją “pozycję” na tym globie, by wiedziała że z czasem i o Niej świadomość, jak i wiedza zaniknie wraz z nadejściem nowego życia. Od milionów lat wszechświat toczy wojny, gdzieniegdzie zachowując pokój. Tak jak mówią fizycy, chemicy: W przyrodzie nic nie ginie, a matematycznie ujmując, równowaga musi zostać zachowana, by równanie miało prawidłowy wynik. Wracając do mojej osoby, jestem wierzącym swojej religii, własnej wiary, bez nazw, bez świętokradztw, bez cudzych bogów, bez Ich. Nie potrafię zrozumieć ludzi którzy mówiąc o innych religiach, iż mają swojego boga, jak można mówić o “Ich Bogu”, skoro stwórca jest jeden, a przynajmniej tak mi wpajano od dzieciństwa. Nie poszukujmy powodu dla którego został stworzony wszechświat, gdyż będziemy to pojmować jedynie przez naszą wątłą świadomość tego co nas otacza. Mówią że człowiek został stworzony przez Boga na swój obraz i podobieństwo, lecz podchodząc do tego zagadnienia, dochodzę do wniosku, iż przez te wszystkie stulecia; religie, narody, tworzyły istotę na podobieństwo człowieka, nadając mu cechy które przypisuje się właśnie ludzkości. Emocje, wiedzę, poświęcenie. Zbyt mało wiem o mitach, zasadach religii świata by móc w tej chwili dać więcej przykładów. Przyjrzę się postaci bardzo ważnej dla świata chrześcijańskiego. Postać Jezusa Chrystusa, przez osoby wierzące, uważany za syna bożego, zesłanego by Nas wybawić, i umrzeć za Nas na drzewie krzyża. Nie mogę tego zanegować, ni też potwierdzić, takie są wprawdzie zasady wiary, lecz nie do końca o to mi chodziło by tylko o tym wspomnieć. W tym wypadku, podchodzimy do tego wydarzenia i Jego osoby jak do człowieka, wybranego przez Boga by głosił wieść o królestwie bożym, bez świadomości swej istoty, “choć wciąż o tym się wspomina, i o Tym naucza”, lecz nie potrafiąc sobie uświadomić tego, że istota w której może być wszystkim, jaki i tylko ziarnkiem piasku na pustyni, nie odczuwa tego jak śmiertelnik, parzący na śmierć, jak i życie po niej ze strachem w sercu. Sama świadomość i wiedza o swojej istocie, zmienia podejście do cierpienia, jak i historii, i wieczności. Odbieramy dzieło jako śmiertelnicy, i nie możne mieć tego za złe, bo kim więcej jesteśmy?
Istota
Tutaj, tam gdzie i me serce.
Tutaj, tam gdzie jest pustka.
W ziarnku piasku, jak i gwiazdozbiorze Oriona.
Przez miliony lat, jesteś tam, tu, choć ….
tak na prawdę, może Cie nie być.
Przez miliony lat istnienia, w braku istnienia,
a miliony wciąż przez lata, chwalą przyjście,
opłakują śmierć męczeńską.
Ty jesteś, trwasz. Bez bólu i cierpienia,
bez radości, szczęścia. Bez tego, gdyż to wszystko
to jesteś Ty. Nie dociera do nas ta wiadomość,
patrzymy przed siebie,
pryzmatem czubka własnego nosa.
To i nic, a może to wystarczy,
albo jest dla nas zbyt dużo.