Pośród nocy mgieł, przechadzamy się dolinami.
Pośród mgieł czasu szukamy, błądząc po omacku.
Wpadamy na siebie, strasząc dziatki swoje.
Nadszedł czas, nadszedł płacz.
Z czasem wędrując, pośród ścieżek życia,
łapczywie sięgamy gwiazd, a My wciąż w dolinie,
Siądźmy, odpocznij wędrowcze w swej wędrówce.
Siądź w dolinie swej, na przydrożnym kamieniu, wyżłobionym przez wieki.
A mgła otoczy nas, jak puch zimowej kołdry. Pamiętasz te święta na wsi?
Zapach śniadania u babci, poranna krzątanina. Mijają nas epoki, lecz dom pozostaje.
Choć czas nas nie szczędzi, wracamy, jak bumerang wyrzucony w świat.
Siądź wędrowcze, nie przegonisz nas, nie wyprzedzisz czasu na czas.
Jutro pójdziemy w świat, poznać ludzką swą twarz, lecz teraz lustro zasłania mgła,
okna duszy zasłonięte, niewidomie patrzymy, głucho słuchamy.
Co pozostanie, czego nie dokonamy?