Pożera nas niepewność,
jak życie sokratejskie.
Wątłe, zdane na własną łaskę,
niełaskę losu.
Przewidzieć własną klęskę,
przewidzieć własną śmierć,
pozwól, bym potrafił uchylić się przed,
policzkiem wymierzonym, przez moich przyjaciół.
Pozwól, a wrogów pozostaw mnie.
Układanka naszych marzeń,
splata się w harmonijkę z snów utkaną.
I tak śniąc marzymy, marząc śnimy.
Wszystko by móc wrócić stamtąd,
skąd przybyliśmy.