365… dzień 43
Odliczam dni, odliczam godziny. Możliwe, że spędzę jeszcze radosne chwile z Sweet, kto to wie. Dziś po raz kolejny poczułem się jak kryształowy posążek. Cała rodzina stara się, bym przypadkiem się nie rozbił na drobne kawałki. Najgorsza jest świadomość nieuniknionego. Dokładnie za trzynaście dni, zasnę. Trzynaście długich dni dzieli mnie od, skosztowania życia pełnymi garściami. Nie jest ważne, że to będą jedynie moje urojenia. Trwające przez ułamki sekundy, lecz czym jest czas dla wieczności. Drodzy moi mili, jak ja bardzo chciałbym, się choć na chwilę zatrzymać, i zatracić. Wiem, to takie nie męskie, pragnąć się jedynie przytulić. Być jak ten mały miś. Nie pytaj mnie dlaczego, tak po prostu, bez pytań.
Żadnych słów, tylko ta chwila. Platonicznie, bez przesady. Słucham muzyki, świat zaczyna mi wirować. Czy kiedyś będę potrafił, płakać, śmiać się, bez wyrzutu sumienia? Kocham,(czy aby na pewno?), nie mogę jednak czekać, mówić ,trwać w niepewności. Przecież tak mało pozostało, a nie wiem czy kiedykolwiek wrócę. Pozostawić świat takim, jakbym się wogóle nie narodził. Czystym jak łza, bez wspomnień, zdjęć, pamiątek. Wszystko zabieram ze sobą, tak bynajmniej mam zamiar zrobić. Jedna prośba, i pamięć o istnieniu zostaje wymazana. Chciałem jeszcze powiedzieć, że będe potrzebował, pomocy gdybym mógł wrócić. Powiedz mi chociaż czy mogę liczyć na Twoją pomoc. Tak, bez pytań, bez wymuszonych odpowiedzi.
Cytat na dziś:
“Rzuciłem się w życie, choć moja łódź od samego początku miała dziurę w dnie.” – Søren Kierkegaard